Niepozorna furgonetka, która przez dekady woziła worki z cementem i skrzynki z warzywami, dziś potrafi budzić niemal tyle emocji co rasowe superauto. Najlepszym dowodem jest najnowszy projekt hiszpańskiego warsztatu, który z klasycznego Citroëna C15 uczynił pełnokrwiste show-car. Matowy, grafitowy lakier, drzwi otwierane pionowo i sylwetka rozszerzona o kilka centymetrów z każdej strony to tylko początek listy zmian, jakie zmieniły użytkową ikonę lat 80. w obiekt pożądania fanów ekstremalnego tuningu.
Nowe życie użytkowej legendy
Citroën C15 zadebiutował w 1984 roku jako lekki pojazd dostawczy dla drobnych przedsiębiorców i rolników. Solidna konstrukcja, prosta mechanika oraz ogromna ładowność sprawiły, że model w rekordowym czasie stał się fundamentem mobilnej gospodarki Europy Zachodniej. Według danych producenta ponad milion egzemplarzy opuściło linię montażową w hiszpańskiej Vigo, a wiele z nich wciąż pracuje na prowincjonalnych rynkach Francji, Hiszpanii czy Polski. Wersji sportowej Citroën nigdy nie planował, co jednak nie powstrzymało niezależnych tunerów przed eksperymentami. Dzisiejsze zainteresowanie przeróbkami klasycznych vanów wynika z trendu „vanlife” i nostalgii za prostą motoryzacją sprzed ery wszechobecnej elektroniki.
Stylistyka inspirowana superautami
Nadwozie przebudowano praktycznie od zera. Wydatne nadkola z laminatu płynnie łączą się z poszerzoną maską, w której znalazły się podwójne soczewkowe reflektory LED. Przyciemnione klosze, agresywne wloty powietrza i lakier o strukturze satynowego grafitu wprowadzają atmosferę znaną bardziej z torów wyścigowych niż z placów budowy. Prawdziwym numerem popisowym są skrzydłowe drzwi unoszone ku górze na hydraulicznych siłownikach – rozwiązanie zarezerwowane dotąd dla egzotycznych coupé. Całość domykają 18-calowe felgi w karminowym kolorze, owinięte niskoprofilowymi oponami semi-slick, oraz wielopiętrowy spojler, którego powierzchnia nośna mogłaby bez trudu posłużyć jako stolik podczas zlotu fanów.
Tuner nie zapomniał również o detalach aerodynamicznych: w przednim zderzaku pojawił się splitter z kompozytu, a pod podłogą – zaskakująco profesjonalny dyfuzor. Choć w projekcie dominuje estetyka rodem z gier wideo, wszystkie dodatki spasowano z precyzją godną zakładów produkujących limitowane serie supersamochodów.
Wnętrze przygotowane na tor
Kabina nosi niewiele śladów prostej logiki furgonetki sprzed kilku dekad. Seryjne siedziska zastąpiono sztywnymi kubełkami z włókna szklanego, wyposażonymi w sześciopunktowe pasy bezpieczeństwa, a na podłodze pojawiła się aluminiowa mata antypoślizgowa. Zamiast klasycznego zegarka i wskaźnika paliwa montowanego w C15, deska rozdzielcza zyskała cyfrowy wyświetlacz telemetryczny, pokazujący temperaturę oleju, ciśnienie doładowania czy czasy okrążeń. Kierownica – spłaszczona u dołu, obszyta alcantarą – pochodzi z rajdowych konstrukcji segmentu R5. Pozostawiono natomiast ogromną przestrzeń bagażową; jedynym ustępstwem na rzecz stylu są poprzeczne rozpórki wieńczące klatkę bezpieczeństwa, które dodatkowo usztywniają nadwozie.
Geneza modelu i współczesny fenomen retro-vanów
Citroën projektował C15 jako następcę furgonetek typu 2CV AK i Dyane, wykorzystując podzespoły osobowego modelu Visa. Niewielki diesel 1.8 litra o mocy zaledwie 60 KM uchodził za wieczną maszynę, a wielu mechaników twierdzi, że silnik szybciej zniszczy korozja nadwozia niż zużycie jednostki. Ta legendarna trwałość sprawiła, że w programach telewizyjnych poświęconych klasykom C15 często występuje jako przykład pojazdu „nie do zdarcia”. Renesans zainteresowania starymi vanami to efekt rosnącej sceny youngtimerów oraz mody na personalizację. Projekty takie jak hiszpańska „bestia z Vigo” pokazują, że użytkowe korzenie nie ograniczają wyobraźni – przeciwnie, stanowią idealne płótno dla artystów pracujących w stali i włóknie szklanym.
Reakcje społeczności i kolejne wyzwania
Premiera samochodu na lokalnym zlocie w Katalonii przyciągnęła tłumy i wywołała gorącą dyskusję w mediach społecznościowych. Zwolennicy chwalą perfekcję wykonania i odwagę stylistyczną, przeciwnicy podnoszą argument „świętokradztwa” wobec kultowego, prostego dostawczaka. Niezależnie od opinii jedno jest pewne: projekt tchnął nowe życie w model, o którym jeszcze kilka lat temu pamiętali głównie właściciele małych warsztatów. Rosnące zainteresowanie przeróbkami klasycznych vanów zapowiada, że podobnych kreacji zobaczymy więcej – być może wkrótce także na profesjonalnych imprezach motorsportowych w klasach open.