Wraz z dynamicznym rozwojem elektromobilności w Polsce i w całej Europie na pierwszy plan wysuwa się nieoczekiwany problem: masowe kradzieże przewodów z publicznych stacji szybkiego ładowania. Choć sektor inwestuje miliardy złotych w infrastrukturę, część sieci – paradoksalnie – musi dziś równie intensywnie inwestować w ochronę podstawowych elementów instalacji.
Rosnąca sieć ładowarek a skala kradzieży
Jeszcze w 2018 r. w Polsce funkcjonowało niespełna 700 ogólnodostępnych stacji szybkiego ładowania. Według danych Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych na koniec 2023 r. liczba ta przekroczyła 6,5 tys., a kolejne setki lokalizacji są w budowie. Wraz z ekspansją rośnie jednak liczba incydentów: niektórzy operatorzy szacują, że ok. 10 % ich punktów DC miało już epizod kradzieży lub poważnego uszkodzenia kabla. W Niemczech, gdzie infrastruktura liczy przeszło 90 tys. punktów, jeden z największych dostawców raportował ponad 1 400 takich zdarzeń tylko w 2023 r., a branżowe stowarzyszenia zwiastują dalszy wzrost.
Ekonomiczny paradoks: koszty operatorów kontra zysk złodziei
Wymiana przewodu High Power Charging (HPC) o przekroju powyżej 50 mm², chłodzonego cieczą, kosztuje średnio 15 tys. zł. Do tej kwoty dochodzą wydatki na ponowne testy bezpieczeństwa, robociznę i nieplanowany przestój stacji, co w przypadku ruchliwych lokalizacji może oznaczać nawet kilkanaście tysięcy złotych utraconych przychodów tygodniowo. Po drugiej stronie równania stoi złodziej, który z demontażu uzyskuje około 6–7 kg miedzi. Przy średniej cenie skupu metali kolorowych (20–25 zł/kg) daje to niespełna 200 zł, a więc niecałe 2 % wartości nowego przewodu. – „Kradzieże tego typu należą do najbardziej nieefektywnych ekonomicznie przestępstw, bo relacja szkody do korzyści jest skrajnie nieproporcjonalna” – komentuje dr inż. Anna Kostrzewa z Politechniki Warszawskiej, specjalistka ds. infrastruktury elektroenergetycznej.
Jak działają zabezpieczenia i dlaczego przewody są narażone
Proces ładowania prądem stałym rozpoczyna się dopiero po elektronicznej wymianie danych pomiędzy pojazdem a stacją, dlatego sam kabel pozbawiony jest napięcia w stanie spoczynku. Mimo to grube żyły miedziane i osłony z elastomerów czynią go łakomym kąskiem dla złodziei złomu. Aby utrudnić dostęp do rdzenia, operatorzy stosują:
• dodatkowe stalowe oploty lub taśmy kevlarowe, • zestawy czujników przecięcia i mikrowibracji, • nadajniki GPS z zasilaniem bateryjnym, • monitoring wizyjny z analityką wykrywającą nietypowe ruchy w nocy.
Właściciele większych sieci utrzymują również magazyny awaryjnych kabli, aby czas wyłączenia punktu skrócić do minimum. Według danych European EV Charging Association wymiana przewodu z wykorzystaniem dostępnych od ręki części skraca przestój średnio z trzech dób do ośmiu godzin.
Konsekwencje prawne i obowiązki punktów skupu metali
Polski kodeks karny kwalifikuje kradzież przewodów jako występek zagrożony karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności; w warunkach recydywy górna granica może wzrosnąć do 7,5 roku. Sąd może dodatkowo orzec naprawienie szkody w pełnej wysokości, co przy dwóch oderwanych przewodach często przekracza 30 tys. zł. Prawodawca zaostrzył również przepisy dotyczące obrotu złomem: każdy skup musi prowadzić ewidencję dostawców i przechowywać ich dane przez pięć lat. Przyjęcie elementów instalacji energetycznej bez udokumentowanego pochodzenia może zostać zakwalifikowane jako paserstwo, zagrożone sankcją do 5 lat więzienia, a w przypadku działania w zorganizowanej grupie – nawet do 10 lat.
Doświadczenia z zagranicy
W Wielkiej Brytanii stacje szybkiego ładowania są często integrowane z inteligentnymi latarniami miejskimi, co umożliwia bezpośrednie podłączenie ich do systemów miejskiego monitoringu CCTV. Francja eksperymentuje z przewodami całkowicie pozbawionymi miedzi – stosuje się tam mieszanki aluminium z domieszką grafenu, które są znacznie mniej atrakcyjne dla złodziei, ale wciąż drogie w produkcji. Z kolei w Holandii powstały pilotażowe stacje typu „cable-on-demand”, w których przewód wysuwany jest z bezpiecznego magazynu dopiero po autoryzacji płatności i weryfikacji pojazdu.
Trwała ochrona czy wyścig z czasem?
Eksperci zgodnie podkreślają, że skala problemu zależy od tempa rozbudowy infrastruktury oraz cen surowców na światowych rynkach. Choć zaawansowane systemy zabezpieczeń obniżają ryzyko, żadna z metod nie gwarantuje pełnej eliminacji kradzieży. W praktyce branża stawia dziś na hybrydę rozwiązań: zwiększone patrole, twardsze materiały i lepszą współpracę z organami ścigania. To swoisty wyścig z czasem – równoległy do wyścigu o jak najszybsze ładowanie samochodów elektrycznych.