Do zdarzenia doszło 13 października w miejscowości Stary Gózd. Kierowca Skody opuszczał stację paliw przy S7, lecz zamiast pojechać zgodnie z organizacją ruchu, skierował samochód pod prąd.

Niebezpieczny manewr zauważył inny uczestnik ruchu. Zawiadomił Policję i zablokował Skodzie dalszą drogę, zanim 53-latek wjechał w strefę bezpośredniego zagrożenia dla kolejnych pojazdów.

Mandat za niezastosowanie się do znaku B-2

Policjanci uznali, że mieszkaniec Warszawy nie zastosował się do znaku B-2, czyli zakazu wjazdu. Nałożyli na niego mandat w wysokości 500 zł i przypisali 8 punktów karnych.

Komunikat nie wskazuje, by doszło do zderzenia albo by ktokolwiek odniósł obrażenia. Szybka reakcja świadka zakończyła jazdę, zanim kierowca Skody mógł kontynuować ją w przeciwnym kierunku do obowiązującego.

Pomyłka nie usprawiedliwia dalszej jazdy

Policja przypomina, że po zauważeniu wjazdu w złym kierunku nie należy próbować samodzielnie kontynuować przejazdu. Kierowca powinien zatrzymać się w bezpiecznym miejscu i powiadomić służby, które pomogą usunąć pojazd z niebezpiecznego odcinka.

Na drogach szybkiego ruchu taki błąd grozi zderzeniem czołowym przy dużej różnicy prędkości. W tym przypadku interwencja zakończyła się mandatem i punktami karnymi, bez informacji o wypadku.